Yeri

    To był chyba najgorszy dzień mojego życia. Czułam się fatalnie. Po powrocie do domu ze szkoły jedyne, na co miałam ochotę, to rzucić się na łóżko, owinąć ciepłym kocem i nie wychodzić stamtąd do końca swoich dni. Ewentualnie, uwzględniając małe przerwy na zjedzenie kolejnej tabliczki czekolady w ramach pocieszenia.

 

Co się tak właściwie stało? Już opowiadam. Szczerze mówiąc, lepszym pytaniem byłoby w tej sytuacji „co się NIE stało?”. Świat obrócił się przeciwko mnie. Nie wiem, czym zawiniłam, ale już na początku dostałam kopniaka w plecy, spóźniając się na autobus do szkoły. Niby nic, gdyby nie fakt, że zawaliłam tym konkurs recytatorski, na który starałam się od kilku miesięcy. I wszystko przepadło w ułamku sekundy, tylko i wyłącznie przez moją nieuwagę. Kolejna jedynka z matematyki, którą dostałam godzinę później, pociągnęła mój beznadziejny już humor jeszcze niżej, na minusowe piętro. Tak samo jak niespodziewana ulewa. Ha, kto by się spodziewał, że na wcześniej bezchmurnym niebie nieoczekiwanie pojawią się czarne chmury i zaatakują mnie akurat w połowie drogi do domu? Bo na pewno nie ja. Jak ma być źle to po całości, co nie? Bosko.

Jakoś udało mi się uniknąć fali nieznośnych pytań ze strony rodziców (choć było ciężko), więc od razu skierowałam się do swojego pokoju. Tam, ze łzami w oczach, ułożyłam się wygodnie na łóżku i wtuliłam w miękką poduszkę. Nie potrafiłam wybaczyć sobie tego konkursu… Pociągnęłam nosem i już chciałam sięgnąć po kołdrę, gdy poczułam, jak materac po drugiej stronie ugina się pod jakimś ciężarem. Ze zdziwieniem odwróciłam się w tamtym kierunku i dostrzegłam swojego psa – z tego wszystkiego nawet nie zdołałam zauważyć, że siedzi ze mną w pokoju. Przesunęłam się w bok, robiąc miejsce obok siebie. Yeri – bo tak mój pupilek się nazywał – była czarnym spanielkiem z kilkoma białymi łatkami, w tym jedną na pyszczku i ogonie. Zawsze miała roześmiane oczka i choć był czarne jak noc, to łatwo było dostrzec w nich skaczące iskierki. Uśmiech mimowolnie wtargnął na moje usta, kiedy zwierzątko ułożyło pyszczek na moich kolanach, cicho pojękując. Zaraz potem instynktownie trąciła nosem dłoń i nie mogłam się powstrzymać, aby jej nie pogłaskać. Nadal było mi przykro, ale… Jakoś tak mniej. Nie byłam w stanie stwierdzić, dlaczego jej gest zadziałał na mnie w taki sposób, po prostu odniosłam wrażenie, że celowo stara się poprawić mi humor. Jakby podświadomie wiedziała, że jest nie tak i dokładała wszelkich starań, aby odgonić ode mnie negatywne myśli. Może to dziwne, ale nagle poczułam ogromną wdzięczność. Bo Yeri nie zadawała setek zbędnych pytań, tylko była i pocieszała mnie swoją obecnością. Nawet jeśli nie rozumiała czemu i nie potrafiła mówić tak, bym ją zrozumiała – wiedziałam, że to wcale nie wynikało z tego, że nie była człowiekiem, ale z tego, że mnie kochała. Ha, to zabawne. Gdy rodzina swoimi nietrafionymi słowami ciągnie mnie jeszcze niżej, a ona zwykłym milczeniem sprawia, że czuję się lepiej. Jakie to było niesamowite. Czegokolwiek bym nie zrobiła, co bym nie powiedziała albo jak bym się nie zachowała, ona dzielnie trwała obok mnie i… Jeju, w takich chwilach uświadamiałam sobie, jak bardzo ją kocham i jak bardzo jest dla mnie ważna. Tak samo, jak rodzice czy przyjaciele, bo chyba w sumie mogłam nawet tak stwierdzić – że była jednocześnie moją rodziną i przyjacielem.

Zwierzęta są takimi cudownymi stworzeniami, a ludzie tego nie doceniają. To okropne, że niektórzy stawiają je niżej, skoro jesteśmy na równi. Czasem nawet uczą nas tego, jak człowiek powinien się zachowywać, czy to nie śmieszne? Ale to prawda, bywają bardziej ludzkie, niż my sami. Spojrzałam na pieska, który delikatnie merdał ogonem i przysypiał na moich nogach. Tak, to zdecydowanie skarb. Cieszyłam się, że mam go obok siebie i zdecydowałam, że zrobię wszystko, aby go nie stracić.

Malwina Stopyra


Zaloguj

Zaloguj się

Nazwa *
Hasło *
Zapamiętaj mnie
maj 2018
P W Ś C Pt S N
30 1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31 1 2 3

Dzwonki

1. 08:15 - 09:00
2. 09:10 - 09:55
3. 10:05 - 10:50
4. 11:00 - 11:45
5. 12:00 - 12:45
6. 13:00 - 13:45
7. 13:50 - 14:35
8. 14:40 - 15:25

Nasze certyfikaty